aktualności

BRENT GEARY PH. D. WARSZTAT ON-LINE

Kliniczne zastosowania hipnozy.
23.02, 9.03, 30.03, 13.04 2021

więcej...

KURS PSYCHOTERAPII

Atestowany przez SN Psychoterapii Polskiego Tow. Psychiatrycznego, Warszawa. Przyjmujemy zgłoszenia.

więcej...

REKOMENDACJE PIE

Rekomendacje Instytutu dla terapeutów pracujących w nurcie ericksonowskim.

więcej...

"Sesja terapeutyczna jak świąteczny poranek" Edyta Ruzgyte

« Przejdź do czytelni

   Każdą sesję traktuję jak świąteczny poranek. Wiem z całą pewnością, że klient da mi prezent. Nie wiem, co to będzie i jak będzie wyglądał, ale wiem na pewno, że go dostanę. W momencie, gdy czuję się znudzona, łapię się na robieniu listy zakupów, zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie uważności. To się czasem zdarza. Chciałabym móc powiedzieć, że w stu procentach sesji jestem skoncentrowana i uważna, ale to byłoby kłamstwo.

   Mindfulness jest jak jazda samochodem. Gdy prowadzimy auto, cały czas kontrolujemy sytuację, utrzymując się na trasie, nawet, gdy jedziemy prostą drogą. Jeśli zaprzestaniemy wykonywania procesu samoregulacji, doprowadzimy do wypadku.

   W gabinecie mam zdjęcia dzieci, obrazki przypominające mi Boże Narodzenie i tango. To są moje skojarzenia z mindfulness, pomagają mi stworzyć powiązania, pomagają zapomnieć o liście zakupów. Bywa przecież czasem tak, że czuję zmęczenie, kiedy przychodzą klienci.

   Pracowałam kiedyś z parą, w której kobieta była bibliotekarką i mówiła bardzo powoli, spokojnie, monotonnie. Podczas  sesji musiałam szczypać się po uchu, przygryzać wewnętrzną stronę policzka, bawić się pierścionkiem. Raz zdarzyło mi się nawet usnąć i zadałam pytanie kompletnie bez związku z tym co ona mówiła. Musiałam każdą cząstkę angażować, aby nie usnąć. Zbliżało się Boże Narodzenie i kupiłam sobie obracającą się choinkę ze świecącymi lampkami. To pozwalało mi nie zasnąć.

   Jako terapeuci jesteśmy dla naszych klientów, ale to my jesteśmy narzędziem, z jakim przychodzimy na sesję, więc musimy także zadbać o siebie. Wierzę, że sposób, w jaki ja odbieram klienta, jak go odczuwam, jest podobny do tego jak inni ludzie widzą tego człowieka.

   Ta dziewczyna chciała mieć więcej przyjaciół. Raz, gdy mówiła bardzo monotonnie, zasnęłam i zadałam pytanie bez sensu typu „ Gdzie zaparkowałaś samochód?”. Największy moment ekscytacji był gdy ona zapytała „Co Pani powiedziała?”. To była siódma, ósma sesja. To pytanie wywołało impuls, zmianę sytuacji. Po tym musiałam dokonać wyboru. Mogłam uderzyć w siebie i powiedzieć, że jestem złą terapeutką, czuć się winna, zła i zawstydzona. Wtedy okazałoby się, że ta sesja dotyczy mnie. Mogłam też odpuścić wszelkie oceny i zwrócić uwagę, na to, że pojawił się impuls.

   Powiedziałam wtedy „Wydaje mi się, że znam już odpowiedź. Trzeba zrobić coś, aby Pani przyjaciele mogli wytrzymać bez zasypiania z Panią. Musza poznać, kim Pani naprawdę jest.  Wtedy zauważą, że Pani żyje.”

   To był jej dar dla mnie. Nie krytykowałam jej, wzięłam to, co mi dała. Całkowicie przypadkowo otworzyłam przestrzeń i zobaczyłam, jak ona ją interpretuje. Zamiast krytykować siebie, za to, że w zły sposób ją  otworzyłam, zaczęłam tańczyć, grać w tej przestrzeni. Po tym wydarzeniu przebieg sesji zmienił się całkowicie. Udało nam się stworzyć system. Za każdym razem, kiedy wpadała w monotonny nastrój, brałam poduszkę i udawałam, że śpię. Dla niej było to znakiem, że trzeba wrócić. Po kilku kolejnych sesjach, była w stanie poznawać ludzi w taki sposób, w jaki chciała.