« wróć...

Aleksandra Nowak - Ciężkie Serca- kilka refleksji o wojnie i żałobie

Wojna brutalnie rozdziera codzienność na dwie części: PRZED wybuchem wojny i PO wybuchu wojny, PRZED stratą i PO stracie... Stracie wiary w bezpieczny i przewidywalny świat, stracie miejsca zamieszkania, stracie dotychczasowego rytmu dnia, tygodnia, stracie kontaktu z bliskimi i ważnymi osobami, stracie życia bliskich, stracie…

 

Dawno temu a może nie… Może tak dawno i prawie jednocześnie tak niedawno, że aż nie wiadomo, czy bardziej kiedyś i gdzieś, czy teraz i zupełnie blisko… O poranku, a może późnym popołudniem mieszkańcy pewnej krainy musieli pozostawić swoje domy, obejścia, ulubione przedmioty, a czasem nawet ukochane osoby i zabierając ze sobą tylko to, co niezbędne, a może bardziej to, co konieczne, musieli uciekać. Uciekać przed rozdzierającym hukiem i dzwoniącą w uszach ciszą tuż po..., uciekać przed stalą i ogniem, przed chaosem i pustką ruin…, uciekać przed nie-czuciem, nie-widzeniem, nie-słyszeniem… Mieszkańcy uciekali w kierunku granicy innej krainy, za którą to granicą czekała obietnica innego domu, innego obejścia, innych przedmiotów a nawet innych przyjaznych osób. Tylko zupełnie nie wiadomo, dlaczego… im dalej i czasem jeszcze dalej uciekali, tym ich serca stawały się coraz cięższe i cięższe…

 

Osoby uciekające przed działaniami wojennymi niosą ze sobą, w sobie różne bolesne emocje związane z wielowymiarowym doświadczeniem straty. Niosą smutek utraty i lęk o przyszłość; niosą złość, gniew i chęć odwetu; niosą strach i poczucie zagrożenia; niosą poczucie winy, że żyją, że pozostawili rodzinę, że nie widzą co się dzieje z bliskimi, czy są bezpieczni i czy w ogóle jeszcze żyją; niosą tęsknotę i żal za tym, co zostawili za sobą… Emocje te często spakowane są dokładnie i głęboko, odłożone na jakieś później. W pośpiechu ucieczki często nie ma czasu na pożegnania a co dopiero na szukanie odpowiedzi na pytanie DLACZEGO? Często nie ma czasu i warunków na łzy i rozpacz – dominuje raczej emocjonalne odrętwienie, znieczulenie lub ucieczka w działanie, co na zewnątrz może być postrzegane jako przejaw siły i radzenia sobie. Te strategie pozwalają wielu osobom przetrwać, mają chronić je przed powodzią emocji, nadmiarem cierpienia.

 

A gdy już zatrzymali się…, czasem na chwilę, czasem na dłużej…, w jakimś bezpiecznym miejscu, za bezpieczną granicą lub nawet za kilkoma granicami…, przyjęli kubek gorącej herbaty i bułkę z masłem, dostali parę czystych skarpetek, zbyt miękką poduszkę i wystarczająco ciepły koc… wtedy ich ciężkie serca zaczęły drżeć i malować we snach bezgłośne obrazy…, obrazy pożogi, śmierci i udręki… W samotności i pod osłoną nocy opowiadały historie, których nie da się wypowiedzieć w świetle dnia…

 

Osoby poszkodowane w wyniku wojny często żyją między dwoma światami – TAM i WTEDY, czyli w miejscu, z którego uciekli oraz TU i TERAZ, czyli w miejscu, do którego uciekli. Migracja jest procesem, drogą, która łączy te dwa światy: miejsce wyjazdu i miejsce przyjęcia. Na tej drodze pomocna jest umiejętność balansowania pomiędzy znoszeniem utraty tego, co TAM i WTEDY a otwarciem się na to, co jest możliwe TU i TERAZ. Potrzebna jest również umiejętność sięgania po i pielęgnowania dobrych, budujących doświadczeń z przeszłości oraz stopniowego dostosowywania się do nowej rzeczywistości bez tego, czego już nie ma. Dzięki temu możliwa jest adaptacja i rozwój. A dopiero później, a czasem znacznie później, pojawia się gotowość do wyrażania i upuszczania bólu utraty.

 

Aż pewnego razu…, może przypadkiem a może nie…, zdarzyło się, że ciężkie serce usłyszało inne ciężkie serce (bo jak już wiadomo, nie tylko w bajkach, serca rozmawiają ze sobą), a potem dołączyły do nich, wezwane głosem serca, następne i następne ciężkie serca… A im więcej ciężkich serc gromadziło się razem – czasem lepiąc pierogi lub gotując barszcz czerwony…, czasem grabiąc liście i z nadzieją robiąc miejsce na zieleń wiosny…, czasem śpiewając jednym głosem stare i nowe pieśni – tym stawały się stopniowo…, po trochu…, po troszeczku… lżejsze i lżejsze. Ich osobny ciężar stawał się coraz bardziej wspólny, a im bardziej stawał się wspólny, tym łatwiejszy stawał się do niesienia… Bo tylko serca, choć czasem na samym dnie, przez cały czas skrywały pamięć tego, jak to było tam…, wtedy…, zanim… musieli uciekać… Pamiętają kojący ruch zlepiania dwóch brzegów ciasta wypełnionego farszem…, pamiętają szelest wymiatanych, suchych liści i zapach odsłoniętej, wilgotnej ziemi…, pamiętają brzmienie melodii o wolności i pokoju…, pamiętają… I choć pewnych spraw nie da się pojąć i zrozumieć…, i choć o pewnych sprawach trudno jest jeszcze mówić…

           

Do przeżycia żałoby i całej gamy związanych z nią emocji potrzebne jest miejsce, gdzie można zbudować poczucie stabilności i bezpieczeństwa. To każda indywidualna osoba definiuje dla siebie te jakości i każda indywidualna osoba jest ekspertem od przeżywania swojej żałoby – najlepiej wie, gdzie, kiedy i jak wyrazić swój ból. Warto o tym pamiętać i nie oceniać. Przeżywanie żałoby wojennej jest procesem długotrwałym zarówno na poziomie jednostek jak i społeczności, narodu. Każdy ból związany z żałobą, ten indywidualny i ten zbiorowy, chce być przeżyty, wyrażony, przyjęty, zobaczony i usłyszany z szacunkiem i akceptacją. Proces ten wymaga czasu i świadomości, że wojna się już skończyła – wtedy można oszacować straty, podjąć trud ponazywania ich i zacząć poszukiwać sposobów, rytuałów, ceremonii na wspólne i indywidualne wyrażanie emocji związanych z żałobą.

           

to pojawiają się delikatne nuty nadziei na jutro…, na lepsze jutro… TUTAJ lub TAM… a może jeszcze gdzie indziej… I choć serca przeczuwają, że część ciężaru pozostanie już w nich na zawsze…, to przeczuwają również, że może być jakiś ciąg dalszy…, że mogą doświadczyć jakiegoś „i żyli długo i szczęśliwie, ale inaczej” … być może TUTAJ lub TAM… a może jeszcze gdzie indziej…    

 

A tymczasem spotykając osoby uciekające z obszarów objętych wojną, bądźmy uważnymi i empatycznymi towarzyszami na ich drodze. Bądźmy wystarczająco blisko, szanując jednocześnie ich kruche granice. Często wystarczy ludzka życzliwość, delikatna obecność i uznanie tego, co jest w danym momencie w przeżywaniu osoby – czasem cisza, czasem potrzeba aktywności, czasem łzy, czasem opowieść o tym, co było, a czasem plan na to, co dalej. Czasami to tylko tyle, a czasami aż tyle…

 

 

 

ALEKSANDRA NOWAK

  • psycholog kliniczny, psychoterapeutka na drodze do uzyskania certyfikatu Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego,
  • doktor nauk humanistycznych w zakresie psychologii
  • Od 1998 roku pracuje w nurcie ericksonowskim, stale doskonaląc swój warsztat pracy. Ukończyła kompleksowe szkolenie z zakresu terapii ericksonowskiej Curriculum (zaświadczenie nr 57), Podyplomowy Kurs Psychoterapii atestowany przez Sekcję Naukową Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego (dyplom nr 89/K.07/2013) oraz całościowe szkolenie z terapii i hipnozy ericksonowskiej w The Milton H. Erickson Foundation, Phoenix, AZ, USA.
  • Od 2003 roku prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną (terapia indywidualna osób dorosłych, rodzin, par i grupy terapeutyczno-rozwojowe) oraz poddaje swoją pracę regularnej superwizji.
  • Od 2010 roku nauczycielka psychoterapii w Polskim Instytucie Ericksonowskim.
  • Gospodyni Polskiego Instytutu Ericksonowskiego w Katowicach